Jesteśmy z moim małżonkiem Krzysztofem trzy lata po ślubie. Rozmawialiśmy już nieraz o tym, jak ma wyglądać nasze wspólne życie. Posiadamy już dzięki małej pomocy rodziców Krzyśka własne lokum, oboje mamy stałą posadę i układa nam się dosyć dobrze, jak na młode małżeństwo. Pytanie, które z reguły zadają nam wszyscy krewni i znajomi to bezsprzecznie pytanie o dzieci. Jednak mimo, iż są warunki oraz finanse nie spieszy nam się do zwiększania rodziny. Jesteśmy nadal swobodni, nieskrępowani i nierzadko żyjemy spontanicznie. Lubimy z małżonkiem wychodzić wieczorami do miasta lub do znajomych, albo czasami wyjeżdżać w weekendy za miasto. Rok temu na Święta Krzysztof zrobił nam zdumiewający prezent. Z wyjątkiem przepięknych klipsów z drobnymi topazami, pod choinką wyszukałam pudło, w którym był nasz nowy członek rodziny. Był to średniej wielkości, ciemny jak noc psiak. Gdy podniosłam wieko kartonu zerknął na mnie czarnymi, jak węgiel oczkami, szczeknął przyjaźnie i pomachał ogonkiem. Od tych oczu wzięło się jego imię “Węgielek”. Krzysiek zabrał go z pewnego schroniska. Kocham go za to, że ma tak dobre i łagodne serce. “Węgielek” pokochał nas z wzajemnością od pierwszej sekundy. Powszednim rytuałem okazały się wspólne wieczorne wyprawy nad okoliczną rzeczkę. W tym miejscu bez smyczy mógł zasuwać do woli. Przepadaliśmy za każdym razem przyglądać się, jak tarza się w trawie i straszy gołębie. Gdy wpadaliśmy na pomysł wyjazdu, a nie mogliśmy zabrać tego rozrabiaki ze sobą, umieszczaliśmy go w ulubionym i przetestowanym hotelu dla zwierząt “Kubuś”. Adres tego hotelu to Szymanów 7 w gminie Kąty Wrocławskie. Jest tam naprawdę cudownie, a pupile mają idealne warunki. Wszystko byłoby cudownie gdyby nie to, że trzy miesiące temu “Węgielek” bez żartów zachorował. Stracił apetyt i miał problemy z chodzeniem. Zajrzeliśmy do kilku weterynarzy, ale wszyscy mówili to samo. Nowotwór. Ta informacja spadła na nas, jak piorun z jasnego nieba. Choroba ewoluowała tak błyskawicznie, że po dwóch miesiącach nasz najważniejszy towarzysz zmarł. Musieliśmy zorganizować pogrzeb psa i odszukać cmentarz dla psow. Pogrzeb ludzi jest nader dojmujący, ale pochówek zwierząt także nie należy do prostych. Mieliśmy fart dlatego że hotel Kubuś cmentarz był tym czego poszukiwaliśmy. Mają oni cmentarz dla zwierząt i w grę, dzięki innowacyjnemu piecowi, wchodzi dodatkowo kremacja zwierzat. Pytaliśmy, czy ludzie decydują się na spopielanie zwierząt. Okazało się, że tak. Wówczas kremacja psa stała się dla nas faktem. Spopienaie zwłok zwierzęcych ma w sobie coś, co powoduje, że dana istota żywa była rzeczywiście znacząca, a samo kremowanie zwierzat jest objawem pewnego rodzaju szacunku. Mamy już z Krzyśkiem termin kiedy odbędzie się kremacja psa. Oglądaliśmy już także cmentarz dla zwierząt i faktycznie nam się podoba. Hotel Kubuś cmentarz działa niezwykle fachowo. Kremacja zwierzat, spopielanie zwierząt i pochówek zwierząt przebiegają bez żadnych problemów. Dzisiaj jest nam bardzo smutno, ale mamy już za sobą pogrzeb psa. Bodaj każdy powinien wyszukać swojemu pupilowi cmentarz dla psow i przemyśleć kremowanie zwierzat. My wiemy, że podjęliśmy godziwą decyzję w stosunku do naszego “Węgielka”.