Setka kasjerów, sprzedawców, magazynierów ze związku zawodowego Sierpień ’80 miała tylko odejść od stanowisk pracy. Ale firma przygotowała się na strajk – zatrudniła na ten dzień pracowników tymczasowych. Strajkujący zamiast stać z boku z flagami i megafonami, utworzyli szpaler wzdłuż kas, blokując klientom dojście.
O godz. 15 przed sklepem rozwinięto transparenty. W środku niewielu klientów. – O tej porze zawsze są tłumy. Widocznie ludzie słyszeli, że strajkujemy, i nie przyszli. To dobrze, nie chcemy, żeby ucierpieli – mówili pracownicy. Kwadrans po godz. 15 zamknięto sklep. Na drzwiach wywieszono kartkę: nieczynne do 17.
Strajkujących nawoływano przez głośniki: “wróćcie do pracy, ten strajk jest nielegalny”. – Tak nas straszą od kilku dni. Podsuwają do podpisania oświadczenia, że za strajk grozi nam dyscyplinarne zwolnienie albo nagana. Niektórzy podpisali, większość się nie boi. Nie mamy nic do stracenia – mówili pracownicy.
Pracownicy żalili się, że zarabiają od 500 do 800 zł na rękę. Co roku obiecywano im 10, 20 zł podwyżki. W zeszłym roku zapisali się do związków, w październiku wysłali do zarządu Tesco pierwsze pismo ze swoimi oczekiwaniami, potem kolejne, jeździli na rozmowy do siedziby zarządu w Krakowie. Żądali po 700 zł więcej miesięcznie. – Znajdziemy inną pracę od ręki, a Tesco ma problemy ze znalezieniem chętnych do pracy – mówili.
O godz. 16 ktoś przez komórkę dowiedział się, że w telewizji o strajkujących mówiła osoba z zarządu i nazwała ich nierobami. W ludziach zawrzało. – Skurwysyny! Obsługujemy kilka działów naraz, bo nie ma kto robić. Z uśmiechem, bo każą nam się uśmiechać. Niech nam za to płacą!
– Dyrektorzy do roboty za 500 zł – skandowali. I ostrzej: – Złodzieje!
Wytykali nierówności. – W Anglii płacicie 300 funtów tygodniowo, a my dostajemy 160 miesięcznie! Jakim prawem dzielicie Polskę na kategorie?! Dlaczego w Tesco w Warszawie są wyższe zarobki niż u nas?! Co to, Śląsk gorszy?!
setgem.pl projabc.pl szuart.info babyparty.pl
To był pierwszy strajk w polskim hipermarkecie. Tydzień później zbuntowani pracownicy dostali pisemne nagany za narażenie pracodawcy “na utratę dobrego imienia i wizerunku wśród klientów”. Choć wtedy jeszcze nie wygrali podwyżek, wywalczyli za to wózki elektryczne, naprawę ciągle psującego się sprzętu oraz dłuższe przerwy w pracy. – Pracodawca zaczął się z nami liczyć. Przestał traktować jak tanią siłę roboczą – mówiła później Elżbieta Fornalczyk, kasjerka i inicjatorka strajku, okrzyknięta przez związkowców i media “Wałęsą w spódnicy”.