Zostałem ostatnio zaproszony na wesele do mojego przyjaciela mieszkającego we wsi znajdującej się na północnym wschodzie naszego kraju. Bardzo się ucieszyłem, nie widziałem go bowiem od paru lat. Od kiedy postanowił się przeprowadzić na wieś, utrzymywaliśmy tylko kontakt mailowy i telefoniczny. Nadszedł jednak w końcu czas kiedy możemy się spotkać i przechylić parę szkiełek. Tym bardziej, że po wielu latach, ten zadeklarowany kawaler został w końcu trafiony strzałą Amora. Miesiąc później jechałem już autobusem w stronę miejsca zamieszkania mojego starego kolegi. W normalnych okolicznościach pojechałbym autem, ale dużo czytałem o tym jak wyglądają wiejskie wesela. Wiedziałem, że leje się tam często i gęsto, mógłbym więc nie być w stanie prowadzić auta na drugi dzień. Po przybyciu na miejsce zaprowadzony zostałem do chaty w której mogłem się odświeżyć i odsapnąć chwilkę przed zabawą. Dwie godziny później szalałem już na sali weselnej. Zabawa była naprawdę przednia. To chyba najlepsze wesele na jakim kiedykolwiek byłem, będę je bardzo ciepło wspominał.