Pamiętacie jeszcze dziesięć lat temu ile wokół nas było bibliotek? Co się z nimi stało? Ostatnio chciałem wypożyczyć książki i nie było gdzie. Za małolata w wakacje w kiepską pogodę babcia czy tam dziadek prowadzili nas do biblioteki na bezpłatne teatrzyki. Teraz widzę dzieciaków z fajami i z ogromnym mniemaniem o własnej o sobie na przyblokowych ławkach. My też siedzieliśmy na ławkach ale nie po to żeby niszczyć płuca i dodawać sobie kilku lat przez umiejętne trzymanie kiepa w dłoni a po to aby odpocząć od zabawy i pomyśleć co można by na podwórku jeszcze zrobić. Moje podwórkowe towarzystwo nie uciekało od książki. Każdy z nas lubił czytać. Można to było zauważyć podczas podwórkowych zabaw gdzie zamiast udawania bohaterów z telewizji, każdy z nas przybierał postać książkową – bo dostęp do telewizji mieli nieliczni. Mam wrażenie, że czytając książki mieliśmy o wiele większą wyobraźnie niż dzisiejsze dzieciaki z telewizorami, komputerami i iphonami. Nie wiem gdzie podziały się te wszystkie biblioteki miejskie, które kreowały w nas zmysły wyobraźni ale z pewnością brakuje ich w dzisiejszych czasach.